Trasa liczyła około tysiąca kilometrów. Pisarze odwiedzili między innymi Kutno, Piotrków Trybunalski i Kielce, a finał zaplanowano w Tarnobrzegu. Po drodze organizowali spotkania z czytelnikami i licytacje książek, z których dochód trafiał na zbiórkę.
Pomysł pojawił się podczas planowania wspólnej motocyklowej wyprawy. Jak tłumaczył Michał Śmielak, autorzy uznali, że podróż warto połączyć z konkretną pomocą.
– Skoro mamy jechać, to nie bez sensu jechać w kółko, tylko raczej zróbmy coś dobrego. Skoro mamy książki, skoro mamy czytelników, to uznaliśmy, że dołożymy do naszej wycieczki, do naszego rajdu motocyklowego komponent charytatywny. I wtedy Mariusz natychmiast się odezwał i powiedział, że mamy już cel – będziemy zbierali dla Dawida Skrzypczaka z Tarnobrzega – mówił jeden z uczestników rajdu.
Trasa prowadziła z Torunia przez między innymi Kutno, Piotrków Trybunalski i Kielce. Łącznie motocykliści pokonali około tysiąca kilometrów. Po drodze spotykali się z czytelnikami, organizowali licytacje książek i zbiórki.
Trasa prowadziła z Torunia przez między innymi Kutno, Piotrków Trybunalski i Kielce. Łącznie motocykliści pokonali około tysiąca kilometrów. Po drodze spotykali się z czytelnikami, organizowali licytacje książek i zbiórki.
Robert Małecki podkreślał, że reakcja czytelników przerosła oczekiwania autorów.
– To niesamowita przygoda i też taka wzruszająca. Nasi czytelnicy, gdziekolwiek się pojawiliśmy – w Toruniu, Kutnie, Piotrkowie Trybunalskim czy Kielcach – bardzo głęboko sięgali do swoich portfeli. Te kwoty za nasze książki naprawdę były bardzo wysokie – mówił Robert Małecki.
Dla Mariusza Kaniosa wybór Dawida Skrzypczaka jako beneficjenta zbiórki był szczególnie ważny. Sandomierski pisarz zna Dawida i jego rodzinę. Jak mówił, wcześniej planowali nawet wspólne wyjazdy motocyklowe.
– Jeżeli usłyszałem od chłopaków, że nasza akcja będzie akcją charytatywną i padło pytanie, komu możemy pomóc, to pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl, był właśnie Dawid. Jesteśmy motocyklistami, on był motocyklistą, więc w naturalny sposób czujemy taką empatię – mówił Kanios.
Autor przyznał, że mimo świetnej atmosfery podczas rajdu najważniejszy pozostawał cel finansowy.
– Bardzo nam zależało na tym, żeby jakiś wymierny efekt ta akcja przyniosła. Sama podróż była super, wspaniale mi się z chłopakami podróżowało, ale najważniejszy był ten cel finansowy.
Pisarze nie kryli wzruszenia zaangażowaniem swoich odbiorców.
– To jest coś fantastycznego, kiedy piszesz książkę, nie widzisz czytelników, nie wiesz, jak zareagują, a potem przychodzą specjalnie na spotkanie i płacą kilkaset złotych za książkę podczas licytacji, a jeszcze wrzucają do puszki na szczytny cel. Wiemy wtedy, że naprawdę warto było jechać – mówił Robert Małecki.
Autorzy zapowiadają, że charytatywny rajd ma stać się wydarzeniem cyklicznym. Już pojawili się kolejni pisarze zainteresowani udziałem w przyszłorocznej akcji.
– Mamy wielkie marzenie, żeby za rok znów wyruszyć i zbierać pieniądze na jakiś szczytny cel – zapowiadają autorzy.