Mężczyzna rozpoczął marsz w Sandomierzu. Jego plan zakłada pokonanie około 300–400 kilometrów. Przy niskim stanie Wisły część trasy można przejść pieszo, wykorzystując odsłonięte fragmenty koryta.
Jak relacjonuje, warunki na trasie potrafią zmieniać się bardzo gwałtownie. W jednym miejscu woda sięga kostek, a kilka metrów dalej może być już bardzo głęboka. Dodatkowym zagrożeniem są wiry, podmyte brzegi i okolice mostów czy ostróg.
Podróżnik korzysta z deski SUP, na której transportuje cały bagaż. Ma ze sobą między innymi żywność, wodę oraz sprzęt potrzebny do dokumentowania i transmitowania wyprawy. Całość waży ponad 30 kilogramów. Deska pełni także funkcję dodatkowego zabezpieczenia.
Celem wyprawy jest nie tylko pokonanie kolejnych kilometrów. Jan Dąbrowski chce w ten sposób pokazać skalę problemu niedoboru wody.
– Wszyscy jesteśmy w miarę świadomi tego problemu, tylko chyba nikt nie widzi jego skali. Co roku słyszymy te same wiadomości: że wody jest coraz mniej, że gdzieś znowu został pobity jakiś rekord – podkreśla.
Jak zaznacza, niski poziom wody w rzece to problem, który może mieć konsekwencje między innymi dla rolnictwa, przemysłu czy funkcjonowania infrastruktury wykorzystującej zasoby Wisły. Zwraca też uwagę na potrzebę zatrzymywania wody i ograniczania jej bezpośredniego odprowadzania.
Wyprawa Wisłą nie jest pierwszym społecznym i ekologicznym projektem Dąbrowskiego. Dwa lata temu dokumentował problem zanieczyszczenia Odry, realizując spływy rzekami i pokazując ich stan z perspektywy niedostępnej na co dzień.
Teraz jego trasa prowadzi Wisłą. Startował w Sandomierzu, a celem jest Płock. Po drodze dokumentuje niski stan rzeki i pokazuje miejsca, które przy wyższym poziomie wody znajdują się pod jej powierzchnią.
Tutaj znajdziecie transmisje na żywo: https://www.youtube.com/watch?v=Q-9qLgCQsM4