Zanim Nowy Rok zaczęto świętować 1 stycznia, to właśnie Wigilia wyznaczała start nowego cyklu — agrarnego, obrzędowego, związanego z naturą i rytmem pracy na roli. Moment przesilenia zimowego, kiedy dzień zaczynał się stopniowo wydłużać, traktowano jako zapowiedź odradzającego się życia.
Szczególną rolę odgrywała zieleń — symbol trwania i siły. Do domów przynoszono zielone gałęzie, najczęściej jedliny, która jako roślina wiecznie zielona miała chronić domowników i zapewnić pomyślność. Zawieszano je pod powałą lub pod sufitem w formie podłaźniczki — przodkini dzisiejszej choinki. Dekorowana orzechami, jabłkami, słomą czy papierowymi ozdobami, wykonywana była wspólnie, rodzinnie, i symbolizowała nowe życie oraz nadchodzący dobrobyt.
Wigilia była także czasem wróżb i znaków. Wierzono, że to, co wydarzy się tego dnia, będzie miało wpływ na cały nadchodzący rok. Ważne było, by od rana panowała zgoda, by nie kłócić się z bliskimi, a nawet pojednać się z tymi, z którymi pozostawało się w konflikcie. Symbolicznie „otwierano nową kartę”.
Istotne znaczenie miało również to, kto jako pierwszy przekroczy próg domu — zgodnie z dawnymi wierzeniami powinien być to mężczyzna, co miało przynieść szczęście i powodzenie domownikom.
Dziś, jak zauważają osoby prowadzące warsztaty bożonarodzeniowe dla dzieci, pojęcie „magii świąt” bywa rozumiane bardzo powierzchownie. Najmłodsi często kojarzą je głównie z wizerunkiem Mikołaja znanym z reklam. Tymczasem dawniej magia świąt oznaczała właśnie „magię dobrego początku” — świadomego wejścia w nowy czas z nadzieją, spokojem i życzliwością.
Powrót do tych tradycji, nawet w formie opowieści, może być dziś inspiracją. Bo choć zmienił się świat, potrzeba dobrego początku, zgody i wiary w odradzające się życie pozostaje niezmienna.