Czad może pojawić się w domach i obiektach, w których wykorzystywane są piece, kotły gazowe, kominki czy inne urządzenia spalające paliwa. Strażacy od lat alarmują, że jedynym skutecznym sposobem wczesnego wykrycia zagrożenia są czujniki tlenku węgla.
– Czujka może uratować życie, uruchamiając alarm i dając czas na ewakuację oraz wezwanie służb ratunkowych – przypominają funkcjonariusze straży pożarnej.
Od 1 stycznia 2026 roku montaż czujników dymu i tlenku węgla jest już obowiązkowy w budynkach handlowych, produkcyjnych oraz magazynowych. Za spełnienie tego wymogu odpowiadają właściciele i zarządcy obiektów. Co istotne, nowe przepisy obejmują również starsze obiekty — także te, dla których pozwolenie na budowę lub użytkowanie wydano jeszcze na podstawie wcześniejszych regulacji przeciwpożarowych. Oznacza to konieczność doposażenia istniejących budynków w odpowiednie czujki.
Warto jednocześnie przypomnieć, że już od 23 grudnia 2024 roku obowiązek montażu czujników dymu i tlenku węgla dotyczy nowo powstających domów i mieszkań. Oznacza to, że każdy nowy obiekt mieszkalny musi być od początku dostosowany do zaostrzonych przepisów.
Jak dotąd ten sam obowiązek nie objął jeszcze właścicieli starszych mieszkań i domów jednorodzinnych. Ich czas jednak również nadejdzie. Ustawodawca zdecydował się na stopniowe wprowadzanie zmian, by dać obywatelom czas na dostosowanie się do nowych wymogów.
Zgodnie z zapowiedziami rządu, od 1 stycznia 2030 roku każda nieruchomość mieszkalna — bez względu na rok budowy — będzie musiała posiadać czujnik dymu oraz czujnik tlenku węgla. Celem nowych regulacji jest ograniczenie liczby zatruć i tragicznych zdarzeń, do których co roku dochodzi w polskich domach, szczególnie w okresie grzewczym.
Eksperci nie mają wątpliwości: koszt zakupu czujnika jest niewielki w porównaniu z tym, co jest stawką — ludzkim życiem. W przypadku czadu często decydują minuty, a te może dać tylko sprawnie działająca czujka.