Central Europe Knives Exhibition (w skrócie CEKE) to największa w Europie Środkowej i Wschodniej wystawa noży. Można tu podziwiać broń białą oraz sprzęt i materiały do knifemakingu, bez spiny i pośpiechu rozmawiać z miłośnikami różnego typu ostrzy, kolekcjonerami, twórcami i osobami zainteresowanymi sztuką ich wykonywania. W tym roku na stoiskach były i noże customowe, i narzędzia outdoorowe, i maczety, topory, łuki, ręcznie robione pochwy, ale też biżuteria, galanteria skórzana, ozdoby kowalskie, elementy kuchennego wyposażenia bądź… fragmenty zębów mamuta. Za organizacją tego unikatowego przedsięwzięcia stoi Fundacja Wsparcia Rzemiosła i Dziedzictwa Cechowego Polski. Mówi Wojciech Ramotowski, prezes zarządu fundacji:
CEKE cechuje niezwykłe podejście rękodzielników do siebie nawzajem. Tu nikomu "nóż się w kieszeni nie otwiera" na dzielenie się swoim "czasem, postępem i osiągnięciami": "współbratymcy" nożowej pasji chętnie wymieniają się choćby sprawdzonymi sposobami na udoskonalanie technik, dyskutują o materiałach, wzajemnie sobie doradzają. "Stawianie spraw na ostrzu noża" to zdecydowanie nie ten klimat, podobnie jak "wbijanie komuś noża w plecy". Tu nikt z nikim "nie idzie na noże", zupełnie jakby pojęcie konkurencji było wystawcom obce... Skąd wynika ta specyfika?
Sala w PGE Narodowym w dniach 17-18 października była wypełniona do ostatniego stoiska wyselekcjonowanymi rękodzielnikami - szczęściarzami: chętnych do wzięcia udziału było wszak dwa razy więcej niż dostępnych miejsc. Zasada "a nuż, widelec się uda" w wypadku tego wydarzenia nie działa: tu nie ma przypadków.
Wystawę odwiedzały tłumy gości, wśród których znakomitą część stanowiła młodzież i dzieci - te w towarzystwie rodziców. Wydawać by się mogło, że ostre narzędzia nie idą w parze z niską średnią wieku i bezpieczeństwem. A jednak.
Central Europe Knives Exhibition to wydarzenie, podczas którego spotykają się różne światy: współczesne rzemiosło, kolekcjonerstwo, sztuka użytkowa, historia, technika, działalność społeczna. W świecie tym niekwestionowanym mistrzem - legendą knifemakingu jest Trollsky. Wydaje się, że to stały gość CEKE...
Michał Sielicki - Trollsky, poza robieniem noży, uczy także ich wykonywania. A jego wyuczony i przez lata wykonywany zawód znacznie się różni od obecnego fachu. Dlaczego uczy? Dlaczego zmienił zawód?
Nie pierwszy już raz ważną częścią programu były wydarzenia towarzyszące, pozwalające spojrzeć na ostrza z różnych perspektyw: od kwestii bezpieczeństwa, przez poznanie historii japońskich mieczy, aż po inicjatywy pokazujące, że teoretycznie niebezpieczna pasja może realnie dawać bezpieczeństwo, pomagając innym. Mowa o finale siódmej edycji Pruciak Dream Knife. To inicjatywa, która od 2016 roku łączy kreatywność miłośników noży z ideą pomagania dzieciom potrzebującym wsparcia. Zasady projektu są niezmienne. Mówi o nich pomysłodawca akcji, Paweł Pruciak:
Dotychczasowe sześć edycji przyniosło łącznie ponad 42 tys. zł. Dzięki ubiegłorocznej, rekordowej zbiórce zebrano ponad 11 tys. zł., dzięki czemu udało się sfinansować zimowy obóz dla blisko dwudziestki dzieci z domów dziecka oraz półroczną psychoterapię dla trojga kolejnych podopiecznych. Temat dzieci i rodziny jest dla Pawła bardzo bliski. Na CEKE co roku ma towarzystwo najlepsze z możliwych: rodziny.
Czym dla syna pana Pawła jest udział w CEKE?
CEKE było również okazją do poszerzania wiedzy i rozmów o odpowiedzialnym podejściu do posługiwania się ostrymi narzędziami. Podczas prelekcji poświęconej Defensive Edge Fighting System Artur Bednarek, twórca systemu DEFS, przedstawił podejście, w którym najważniejszym celem nie jest pokonanie przeciwnika, lecz… uniknięcie walki. Duże zainteresowanie miłośników historii i dawnego rzemiosła wzbudziła z kolei prezentacja dwóch wyjątkowych japońskich mieczy: „Tomo-maru”, czyli „Przyjaciel na wieczność”, pochodzący z około 1300 roku i katana z 1666 roku, dzieło mistrza Kawachi no Kami Nagakuniego.
PS.
Na imprezie tak dużego kalibru było niesamowicie dużo młodych osób. Szkód: zero, uszczerbku na zdrowiu i życiu – zero, mimo że kumulacja ostrych narzędzi na metrze kwadratowym była ekstremalna. Bo to nie narzędzia są zagrożeniem. Tylko ich nieodpowiedni użytkownicy…
Trawestując Gombrowicza: „Koniec i bomba. A kto nie był, ten trąba!”
Link do galerii zdjęć: